Stosując się do niepisanej, lecz przestrzeganej od lat reguły, żony pracowników niemal nigdy nie odwiedzały małej, cichej fortecy na Front Street. Mówiło się im, że są tam zawsze mile widziane, ale rzadko je zapraszano. Abby McDeere wkroczyła przez frontowe drzwi do głównego hallu nie zaproszona i w dodatku bez zapowiedzi. Uparła się, że koniecznie musi się widzieć z mężem. Recepcjonistka zadzwoniła do Niny na pierwsze piętro i już po paru sekundach tamta gorąco witała żonę swojego szefa. Oznajmiła jej, że Mitch jest w tej chwili na zebraniu, na co Abby odpowiedziała, że on jest zawsze na jakimś cholernym zebraniu, i zażądała, aby Nina wyciągnęła go stamtąd. Przeszły do jego biura. Abby zamknęła za sobą drzwi i oświadczyła, że będzie czekać.

(Reklama: )
